Gdy serce pisać chce. Uli wierszuli

Kolejny raz dziękuje

Witam wszystkich tu zaglądających.

Trochę wyjaśnienia w ubiegłym roku miałam 3 operacje bardzo poważne na kręgosłup szyjny dwie w listopadzie. Przeszłam bardzo wiele począwszy od bólu poprzez niemożność jedzenia przełykania,  zagrożenia życia, do krytycznej nocy gdzie byłam jeszcze tu a trochę tam. Tak jak we wszystkich sytuacjach trwogi zwróciłam się z modlitwą ale tym razem sięgnęłam po metalową koronkę modliłam się o życie i bałam się że mogę odejść nie powiedziawszy przepraszam kilku osobom których naraziłam na przykrości to już dla mnie nie ważne czy słusznie czy nie tylko ważne że z mojego powodu. Byłam tak jakby w amoku z bólu modliłam się ściskając koronkę i medalik który idąc na ostatnią operację rozdawał ksiądz na mszy w szpitalu i ja też go dostałam, ściskałam tak mocno że robiły się mi na dłoni bolące odciski ale nawet gdy zasypiałam nie wypuszczałam z dłoni. Wierzę i wiem że cuda się zdarzają a może to nie są cuda tylko misterny plan Boga. Ja wiem że to ta modlitwa i bezgraniczna wiara pomogła i pomaga mi dochodzić do zdrowia. Wiem że już nigdy zdrowa nie będę ale cieszę się każdym dniem, cieszę się tym że ja również teraz mogę pomagać podopiecznym na praktykach.A różaniec jest ze mną i już modlę się nie tylko o swoje zdrowie i najbliższych ale w szczególności o zdrowie Jurka męża mojej siostry, żeby pokonał chorobę. Niestety czasu nie cofnę i nie mogę pewnych relacji zmienić ale wiem że mogę się modlić i prosić żebym jak najdłużej miała tu na ziemi coś do zrobienia, coś dobrego do zrobienia, pomoc słabszym, opuszczonym, samotnym.

 

Kolejny raz dziękuję wszystkim którzy wspierali mnie w chorobie, szczególnie gorąco moim córkom a w szczególności tym które ze mną mieszkają Kasi i Magdzie. To im przypadł ciężar opieki i za to że były ze mną i dały mi odczuć że jestem im bardzo potrzebna i że to wszystko pokonamy razem. Dziękuję Sylwii za pomoc w Wigilii i za to że ta Wigilia była wyjątkowa, wyjątkowa od kilku lat prawdziwa, szczera z głębi serca.Dziękuję moim koleżankom w szczególności Uli która poświęcałaswój czas by wspierać mnie o każdej porze dnia i nocy nawet w sytuacji kryzysowej była ze mną w kontakcie  telefonicznym w każdej chwili gotowa przyjechać i za odwiedziny w szpitalu i domu. Dziękuję moim siostrom w szczególności Zosi która sama potrzebuje wsparcia a mi je dawała. Cioci Zosi za telefony i modlitwę.Dziękuję Jagódce za modlitwy w mojej intencji i odwiedziny, rozmowę wsparcie, Asi za rozmowy wsparcie i notatki z lekcji. Dziękuję za wsparcie całej mojej klasie TZ, jestem wdzięczna nauczycielom i dyrekcji za wyrozumiałość. Dziękuję Alence, Ewie, Bożenkom, Wandzi, Lidce i bardzo dużo osobom których los postawił na mojej drodze a swoimi telefonami i smsami sprawili że nie jestem sama że mój los jest nie obojętny nawet obcym ludziom. Bardzo ważne dla mnie było wsparcie rodziców Mikusia. W szczególności dziękuję tym osobom z którymi miałam sporadyczne kontakty lub przez ostatnie lata nie miałam a teraz się odezwały zwłaszcza koleżankom z opiekuna. Dziękuję mojej synowej Monice, że odpisała i przysłała zdjęcia.  

Teraz gdy już wróciłam na tyle do zdrowia, że kontynuuję naukę dziękuję Ewelince za słowa wsparcia nigdy nie zapomnę jej słów,  "Bóg nie zabiera swoich ludzi jeśli mają jeszcze tu na ziemi coś do zrobienia" i za to że poświęca swój czas tak jak i Agnieszka, żeby odwieść mnie do domu z praktyk. Dziękuję P. Hani za wyrozumiałość i ostatnio słowa uznania, sprawiły mi wielką radość i satysfakcję.

Kiedyś dla mnie słowa jeśli dajemy słabszym to sami też dostajemy  były puste teraz wiem że tak jest, bo jeśli na twarzach podopiecznych na przywitanie  pojawia się uśmiech i szczera radość a na pożegnanie kiedy pani teraz przyjdzie to wiem że mam tu na ziemi dużo do zrobienia i  wiem że misterny jest plan Boga